16. tydzień kina hiszpańskiego

Tydzien-Kina-Hiszpanskiego

Tegoroczny tydzień kina hiszpańskiego czas zacząć! Co roku ten sam dylemat. Przecież nie można iść na wszystko! (Ci, którzy podskakują teraz na krześle z gromkim okrzykiem sprzeciwu “że przecież tak! Można! Wszysko można” niechajże zamilkną teraz ale już, boście w mniejszości uprzywilejowanej, a mniejszości uprzywilejowane i inne w tym kraju marginalizuje się zgodnie z panującym aktualnie trendem modowym). Mój subiektywny przegląd przedstawiam Wam – voilá!

 

Las entradas no existen!

W Gdańsku 16. Tydzien Kina Hiszpańskiego rozpoczyna się w piątek ( 8.04.2016) i potrwa aż czwartku (14.04.2016). Kto nie zdążył zakupić biletów na piątkowe i sobotnie seanse, ten może zaplanować sobie piknik nad morzem, albo wycieczkę do kina w innym mieście. Pogoda powinna dopisać. Kino Żak pokaże każdy film tylko jeden raz, a chętnych nie brakuje. W tym roku mój wybór padł właśnie na te najbardziej oblegane 3 komedie oraz jeden film z etykietką “kino autorskie” (czyli mało oblegany), którego tytuł przyprawił moją nauczycielkę hiszpańskiego o okrzyk zaskoczenia. Brzmiał on raczej międzynarodowo i nawet udało mi się go zrozumieć:

 

¡O Liliana, qué tragedía!

 

Wiele z prezentowanych filmów były nominowane do cenionych w Hiszpanii nagród Goya z 2015 & 2016, jednak tylko nieliczne z nich faktycznie te nagrody otrzymały. Czy tylko ja mam wrażenie, że na eksport do Polski wybrali nam wyjątkowo przebrany stereotypowy sort… komedii romantycznych? W porządku. W Polsce uwielbiamy hiszpański, kochamy plaże na Kanarach, wino i manianę. Z pasją  tańczymy salsę, bachatę. Jednak czy naprawdę w Hiszpanii nie kręci się poważniejszych filmów?

To pytanie retoryczne, bowiem oczywiście zwycięzkie filmy tegorocznych nagród Goya, nie wspominając już o ubiegłorocznych (w tym niezapomnianych “Dzikich historiach”, Relatos salvajes), trudno zaliczyć do lekkich i trywialnych historyjek. Tych filmów jednak w tym roku nie obejrzymy w kinie, a przynajmniej nie w czasie tygodnia kina hiszpańskiego.  Co za to będzie? Popatrzcie sami.

 

El comediante y otras culturas

W prywatnym rankingu autorów tygodnia hiszpańskiego kina, Emilio Martínez Lázaro niewątpliwie króluje. Aż dwa filmy tego reżysera obejrzymy w Gdańsku w sobotę. Nie będę specjalnie narzekać, ponieważ w zeszłym roku na ten film biletów nie udało mi się kupić. Nadrabiam w tym roku.

 

Ocho apellidos de vasco (dosł. 8 nazwisk Baska, czyli po polsku “Jak zostać Baskiem”) to trochę odgrzewany kotlet.  Film zdobył nagrodę Goi w 2015. Niemniej do kotleta podano również przystawkę w postaci sequela “Jak zostać Katalonką” (Ocho apellidos katalanes) z tą samą wybuchową parą w roli głównej. Nikt się nie przeliczył, wierząc, że taki zestaw dobrze się sprzeda. Faktycznie pierwszy z tych filmów został obsypany deszczem nagród, a popularność zyskał igraniem sobie z międzyregionalnymi stereotypami. Uwielbiam żarty sytuacyjne oparte na zderzeniach kulturowych, toteż na oba filmy wybiorę się z przyjemnością.

Nie dajcie się zwieść tematowi tego posta. Czytacie blog o językach oczywiście, a zatem pytanie za sto punktów: co to znaczy ocho apellidos vascos? Odpowiedzi i sto punktów przyznaję w komentarzach.

Odpowiedź:

“tener los ocho apellidos“, lo decía una chica cuya abuela estaba orgullosa de ser vasca de pura cepa, sus padres y sus cuatro abuelos eran vascos. Además recitaba sus ocho apellidos euskeras del tirón con mucha solemnidad, no con tanta gracia como lo hace Dani Rovira en el film… Gabilondo, Urdangarín, Zubizarreta, Arguiñano, y luego ya por parte de ama: Igartiburu, Erentxun, Otegui, y Clemente. (Źródło: tataranietos.com).

A na zaostrzenie apetytu trailery. Zamieściłam do wszystkich filmów o których piszę, ale szczerze – na niektórych można naprawdę umrzeć z nudów, a inne są tylko po hiszpańsku, a w internetach polskiej lub angielskiej wersji brak. Ten o Basku jest całkiem spoko :).

Jak zostać Baskiem • Ocho apellidos vascos

• Jak zostać Katalonką • Ocho apellidos catalanes

Jeszcze więcej komedii!

 

Lista komediowa w ramach tygodnia hiszpanskiego nie kończy się szybko:

  • Łatwy seks, smutne filmy • Sexo facil, peliculas tristes • r. Alejo Flah • Hiszpania, Argentyna • 2014 • 88’
  • Zabłąkani • Perdiendo el norte • r. Nacho G. Velilla • Hiszpania • 2015 • 102’
  • Sławetny Agent Sekretny • Anacleto: Agente Secreto • r. Javier Ruiz Caldera • Hiszpania • 2015 • 87’
  • Ta noc jest moja • Mi Gran Noche • r. Alex de la Iglesia • Hiszpania • 2015 • 100’
  • Teraz albo nigdy • Ahora o nunca • r. Maria Ripill • Hiszpania • 2015 • 91’

 

Jeżeli ktoś posądziłby mnie o to, że nie pałam miłością do komedii, zaprzeczę głośno i gorliwie! Przecież nie można pisać takich rzeczy na blogu językowym! Niech pierwszy rzuci kamień, kto nie obejrzał (choćby kątem oka) telenoweli w stylu niezapomniaej Esmeraldy, Zbuntowanego Anioła czy co tam jeszcze było? Kto nie wpatrywał się w srebrny ekran z napięciem śledząc losy Roberta, Alejandra czy innego Federica!

Co do zasady, film, z którego można nauczyć się trochę hiszpańskiego, jest dobrym filmem. Nie oznacza to jednak, że jest on jednocześnie filmem ciekawym. [www.notatnik-poliglotki.pl]

Z filmów o nieskomplikowanej fabule można wyciągnąć naprawdę wiele pod kątem językowym! Umówmy się, rozrywka rozrywką, ale jeśli cel jest szczytny, należy go wspierać.  Teraz postawmy to pytanie inaczej – na którym z nich nie umrę z nudów, jeśli komedie romantyczne wzmagają u mnie senność?

Sexo fácil, películas tristes & los amigos

Łatwy sex, smutne filmy. Z takim tytułem, nic dziwnego, że wszystkie bilety już się wyprzedały. Wybieram się na niego w piątek i nie oczekuję wiele, choć oczekuję więcej niż od pozostałych.

Film rozgrywa się na poziomie meta. Komizm bazuje na kontraście między życiem reżysera, który zmaga się z gorzką codziennością swojego związku, a fikcyjną historią dwójki gruchających gołąbków, bohaterów jego filmu, która rozgrywa się w jego wyobraźni. Pomysł jest o tyle interesujący, że temu doświadczonemu przez kobiety mężczyźnie karze się pisać historię miłosną z happy endem! Jak na komedię i to romantyczną, me gusta.

Moja nauczycielka hiszpańskiego wybiera sie na Anacleto, ale chyba czuła potrzebę usprawiedliwienia się z tego wyboru (że niby inne terminy jej nie pasują). Nic dziwnego! Ta produkcja zdaje się być taką iberyjską wersją Asa z naszej polskiej Hydrozagadki. Dodatkowy wątek psychologiczny to rozterki głównego bohatera, który odkrywa, że jego podstarzały tatuś jest superbohaterem o pseudonimie Anacleto… ekhm… jakby to ująć. Nie. Po prostu nie.

Na pewno jednak wypytam moją nauczycielkę jak jej się podobało. Nie skreślajcie jednak od razu tego filmu. Okazuje się, że może on trafić w niektóre gusta.  Zdobył przecież nagrodę Goyi w kategorii efektów specjalnych, a nawet kilka nominacji!

Podobnie rzecz się ma z Mi gran noche, którego zwiastunu nie jestem w stanie oglądać (nuda), a któremu udało się zebrać sporo pozytywnych recenzji wsród jurorów nagród GOya. O gustach się nie dyskutuje, ale jeśli przypadkiem widzieliście któryś z powyższych filmów, koniecznie napiszcie w komentarzu, czy moje (złe) przeczucia były uzasadnione!

Ostatni na liście komedii to – Ahora o nunca, to cos dla fanów aktora Dani Rovira, tytułowego Basque-wanna-be w “Jak zostac baskiem”. Również tutaj uwodzi i przeżywa różne perypetie miłosne, tym razem  w drodze na własne wesele w Wielkiej Brytanii. W zeszłym roku byłam na 5 weselach i na 3 filmach w kinie, ze ślubami i weselami w tle. Leczę wypalenie ślubne i na razie odpuszczam.

 

 

Anacleto Agento Secreto

Ta noc jest moja • Mi Gran Noche •

Teraz albo nigdy • Ahora o nunca •

 

 

Perdiendo el Norte

Ze wspomnianej wyżej piątki moim prywatnym faworytem jest bez wątpienia Perdiendo el norte, czyli Zabłąkani (na północy). Powód ten sam co z  Ocho apellidos de.. – zderzenie różnic kulturowych!To po prostu musi być śmieszne!

Miałam okazję pracować w Niemczech i obserwować grupę Hiszpanów, którzy nie tylko w tej dość obcej sobie kulturze jakoś się odnaleźli, ale nauczyli się niemieckiego, poślubili partnerów narodowości niemieckiej, też posyłali tam do szkoły swoje dzieci, a nawet spędzali wakacje na Majorce (czytaj: niemiecka kolonia w  granicach Hiszpanii)! Wyobrażam sobie, że ta konfrontacja hiszpańskiego sposobu życia z niemieckim dystansem po prostu nie może się nie udać! Film na pewno obejrzę, choćby po to, by mieć o czym rozmawiać z Hiszpanami w Niemczech przy kawie.

 

Pomijając fakt, że to komedia, Perdiendo el norte rzuca nieco światła na straconą generację młodych ludzi, którzy opuszczają Hiszpanię w obliczu kryzysu finansowego. Niekoniecznie realistyczna wizja Niemiec jako kraju mlekiem i miodem płynąca, przyciąga do Berlina dwóch chłopaków, którzy mają problem ze znalezieniem pracy w Hiszpanii. Obraz dopełniają perypetie z Turkiem i jego dziewczyną Hiszpanką, gorzko-słodkie próby znalezienia pracy i mnóstwo żartów słownych i wyśmiewania się z języka niemieckiego. Co ciekawe, film ten nie pozostał w Niemczech niezauważony i zbiera raczej pozytywne opinie.

W niemieckim kontekście porównuje się go do filmu z 1971 “Pepe przyjeżdzaj do Niemiec” (Vente a Alemania, Pepe/Komm nach Deutschland, Pepe). Od czasu tej produkcji, hiszpańscy socjologowie mówią o tzw. “efekcie Pepe”.

Spanische Soziologen reden deshalb vom Pepe-Effekt unter Emigranten: Sie sind zu stolz, gegenüber Familie oder Nachbarn in der Heimat ihr hartes Los oder gar Scheitern in der Ferne einzugestehen. [więcej tutaj: Süddeutsche Zeitung]

Pepe, młody gastarbajter (grany przez młodego José Sacristána) , przyjeżdza do Monachium i żadnej pracy się nie boi. Choć podejmuje się wielu prostych zajęć, nie postrzega ich jako uwłaczające, ale też nie przyznaje się do nich wobec swoich bliskich. Ostatecznie z dumą powraca do ojczyzny zużytym Mercedesem, bo przecież wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. W Perdiendo el Norte, aktor grający Pepe powróci do Berlina pod postacią starego sąsiada, który przygarnie jednego ze zabłąkanych emigrantów hiszpańskich. W rozmowach na skypie z rodziną przedstawiają oni jednak barwny obraz niemieckiego raju (rajchu), w którym się znaleźli. Efekt Pepe pośród migrantów, to właśnie ta duma, która nie pozwala im się przyznać przed rodziną czy sąsiadami w ojczyźnie, że ich życie na emigracji wcale nie jest usłane różami, a nierzadko naznaczone większymi lub mniejszymi niepowodzeniami.

A jak wypadli w filmie Niemcy? Dziennikarz z Süddeutsche Zeitung raczej nie był zdziwiony miałkością wykorzystanych w filmie stereotypów: [Niemcy] są pozbawionymi humoru urzędnikami, surowymi i aroganckimi szefamo, a do tego kompletnie nieszarmanccy wobec kobiet. Ale to akurat Hiszpanie już od dawna wiedzieli.

Sie sind humorlose Beamte, strenge, arrogante Chefs und gänzlich uncharmant mit den Frauen. Aber das haben die Spanier ja schon immer gewusst.

Szkoda, że ten film nie dzieje, się w Polsce. Przy takim naigrywaniu się ze stereotypów, pewnie szybko zdobyłby dużą popularność w kategorii “niepatriotyczny” ;).

 

Trochę ambitniej

Un día perfecto per volar

Żarty żartami, a kino kinem.  Ambitniejszych produkcji niestety w Gdańsku nie zobaczymy zbyt wiele. Na pierwszy plan wysuwa się kataloński film con 9 candidaturas, który jednak ani nominacji, ani nagrody nie zdobył –  Un día perfecta per volar (niedosłownie przetłumaczony tytuł Doskonały dzień na latawce; tytuł w języku katalońskim).

En un paraje solitario de la costa, un niño hace volar la cometa que le ha construido su padre. Hace viento y la cometa se enreda entre la vegetación. El niño necesita de la ayuda del padre para seguir haciendo volar la cometa. Juntos, errantes en medio de la naturaleza cuentan un cuento íntimo y especial: el de un gigante que siempre tiene hambre. (El Mundo)

Gdy po raz pierwszy usłyszałam, że określa się ten film jako “kino autorskie i minimalistyczne”, dodając wręcz para fans de las películas intimistas, nie miałam dobrych przeczuć. Znacie ten rodzaj kina, które po prostu wymaga odpowiedniego nastroju. Oczywiście, że będzie nostalgicznie, będzie nieco smutno, nieco wesoło, może ładnie, czasem trudno, czasem ambitnie, a czasem po prostu rozczarowująco. Oglądasz i wychodzisz z kina z myślą, że to miało być przecież o czymś, ale do końca nie wiesz, bo w sumie zasnęłaś w połowie.  Niemniej hiszpańscy recenzenci rozpływają się nad pięknem relacji ojca z synem przedstawionej w tym filmie i pod tym względem narobili mi na niego nieco ochoty:

La narración de un cuento inventado, La pelota del gigante, que Marc Recha ha ido creando para su hijo Roc episodio a episodio, día a día, camino de la escuela, le ha servido al cineasta para filmar una bella y poética declaración de amor paternal. (El Pais)

Inna recenzja nieco potwierdza moje obawy na temat senności (i uczy mnie przy okazji nowego słowa, na określenie nudy i senności właśnie):

“La idea es hermosa y está embadurnada de infancia (…) Todo ello, contado en diminuto, con esa sabiduría para fundir ficción y realidad (…) pero sin el viento necesario para que su historia levante el vuelo en vez de resultar soporífera.” www.maragda.org
 W polskich internatach dużo komentarzy na jego temat nie ma, toteż tatusiowie i wielbicielki kina kameralnego – jeśli byłyście/byliście, koniecznie napiszcie czy warto w komentarzu!

 

Doskonały dzień na latawce • Un dia perfecta per volar • r. Marc Recha • Hiszpania • 2015 • 70’

 

A esmorga, czyli tragedia!

“W cugu” / A esmorga – tego wyboru nieco się obawiam. Wspaniałomyślnie pozostawiłam mojemu ukochanemu wybór jednego z filmów i miałam nadzieję, że go nie wybierze. Bilet kupiony. Przepadło. Moja nauczycielka hiszpańskiego zareagowała na ten wybór dość gwałtownym okrzykiem “Tragedia!” i choć filmu nie widziała, to książka (1959), na której podstawie nakręcono go, znajduje się w kanonie lektur w Galicji, skąd pochodzi.

Trzech bohaterów spotyka się i w alkoholowej malignie spędza 24 godziny w deszczu zimnie i na mrozie, które jednego z nich zaprowadzi przed sąd. W tle ponury pejzaż społeczny miasta w okresie terroru frankistowskiego, które staje się niemym obserwatorem, ale i symbolicznym zwierciadłem drogi bohaterów zmierzającej do tragicznego końca. Niejednoznaczne zakończenie, archaiczne toposy i motyw przeznaczenia, którego nie da się odwrócić… Na tym filmie lepiej zostawić popcorn w domu. Choć nieco narzekam, to odczuwam pewien pociąg do tematów historycznych. Jeśli będzie lepiej niż na Szawle, to będzie to dobra niedziela.

 

W cugu • A esmorga • r. Ignacio Vilar • Hiszpania • 2014 • 111’

 Isla Bonita

La película, que protagoniza él mismo, une ficción y biografía sobre su crisis personal [El Pais,Fernando Colomo presenta su película más libre, ‘Isla bonita’]

Po obejrzeniu trailera, do głowy przyszedł mi Woody Allen. Okazuje się, że recenzentowi z El Pais także (klik). Może to kwestia wyglądu aktora Fernando Colombo (tegoroczna nominacja Goya), a może obecność dość charyzmatycznej i młodocianej kobiety, wokół której kręci się cała ta historia, a może po prostu urok tytułowej pięknej wyspy Menorki. Budzi ten film sympatię i z przyjemnością go kiedyś obejrzę. A, że tytuł nie grzeszy oryginalnością? Przynajmniej soundtrack był gotowy przed produkcją filmu.

 

(escenas) hacen pensar en el último cine de Woody Allen, apresurado, sencillo, trascendente, interesante, deshilvanado y magnífico. Interpretada en su mayoría por actores no profesionales que no son sino ellos mismos, la película está plagada de detalles, de reflexiones de gran observador que ya nada tiene que demostrar. Y de simpatía.[El Pais, La simpatía de Colombo]

 

Isla Bonita • r. Fernando Colomo • Hiszpania • 2015 • 101

A na koniec pościg!

W powyższych filmach nie ma co oczekiwać pościgów, super agentów i biuściastych dziewic do uratowania z opresji, ale jest jeden, w którym to wszystko się znajdzie. W zasadzie nie miałam nawet zamiaru wspominać o tym filmie, ale odkryłam, że zebrał aż 2 nagrody Goya (montaż i dźwięk) oraz 8 nominacji! Cóż, pościg jest, helikopter lata, bomba i wyścig z czasem są. Czego chcieć więcej. Jeśli ktoś lubi takie kino, w dodatku po hiszpańsku, to wklejam trailer.

 

 

Tego nie zobaczysz w kinie

(A w każdym razie nie w Gdańsku). Mieszkańcy innych miast mogą się przejść również na … kolejną komedię romantyczną, tym razem z przeuroczą aktorką, reżyserką i scenarzystką Leticią Dolera . Film “Jak być normalną” (Requisitos para ser una persona normal) prezentuje ulubiony sposób tłumaczenia zagranicznych tutułów na polski, co widać po conajmniej 2 opisanych przeze mnie wcześniej produkcjach. Na pozór dość głupiutki i naiwny z wydawałoby się lekko niedorozwiniętą emocjonalnie 30-latką w roli głównej, wnosi jednak sporo świeżości w ten gatunek. Główny mężczyzna nie jest super przystojniakiem, a brat z zespołem Downa ma mądrzejsze teksty do powiedzenia, niż sama bohaterka. Mogłabym obejrzeć, którejś leniwej niedzieli.

 

 

O ile jednak nad brakiem kolejnej komedii romantycznej w repertuarze nie będę aż tak bardzo płakać, to nieobecność dwóch kolejnych filmów już wzbudza mój niewątpliwy smutek (tragedia!). Przecież “Nic w zamian” (A cambio de nada) i “Felices 140” to jedne z ciekawszych propozycji tegorocznego tygodnia kina hiszpańskiego!

W pierwszym z nich, tak jak w przypadku Letici Doledy, Daniel Guzmán pełni podwójną funkcję reżysera (nagrodzonego statuetką Goya!) oraz aktora pierwszego planu. Nagroda powędrowała również do 16-letniego Miguela Herranza (debiut), za rolę młodego uciekiniera z domu, który ląduje na ulicy, by ostatecznie trafić pod skrzydła pewnego rzezimieszka, który uczy go fachu. W końcu poznaje staruszkę, trudniącą się zbieraniem  starych mebli. Spotkanie to zmieni w życiu obojga wiele.

Furorę robi debiutująca w tej roli matka reżysera, którą z przyjemnością obejrzałabym na srebrnym ekranie. Gdybym miała wybrać tylko jeden film z całego repertuaru, który koniecznie chciałabym obejrzeć – byłby to właśnie ten i właśnie z powodu babci.

 

Kochani organizatorzy! Jeśli czytacie, pomyślcie o niezaspokojonych marzeniach jednej piszącej tutaj widzki, darzącej uwielbieniem filmowe kreacje babć, aktorskich debiutantek. Proszę, pokażcie go za rok!

 

Para Daniel Guzmán, el sentido de la película era su abuela, “no conozco a nadie con su luz”. Ella demostró ser la más aplicada. “Estaba obsesionada con hacerlo bien. No quería que repitieran nada por mi culpa”. [El Pais]

Felices 140

Szczęśliwych 140 buduje napięcie samym nakreśleniem sytuacji. Akcja nabiera tempa, gdy w czasie urodzin w malowniczym oddalonym od cywilizacji domu na Teneryfie, świetująca 40 urodziny jubilatka, wyznaje że wygrała 140 milionow euro. Jeśli można sobie wbić gwóźdź do trumny to chyba tylko tak. Wstęp niczym z kryminalu Agaty Christie, brzmi jak zapowiedz całkiem niezłej historii. Film ze śmietanką hiszpańskich aktorów w rolach głównych mógłby dać odetchnąć widzom w tej dusznej walentynkowej atmosferze a la espana na początku nadmorskiej wiosny. Nie da. Obejrzyjcie sobie gdzieś indziej.

 

A Wy na jakie filmy się wybieracie? A moze już któreś widzieliście?

 

Na deser pozostawiam sympatykom i sympatyczkom języka Hiszpańskiego trailer filmu, którego do Polski nieimportowano (wstyd). Sprawdź swój hiszpański i  spróbuj się dowiedzieć, o czym jest ten film i jaką nagrodę otrzymał?

 

 

Podpowiedź: tu

 

Lili

 

Ps. Oczywiście uczącym się hiszpańskiego pozostawiam cytaty nie przetłumaczone :). Zadaj sobie nieco trudu i sprawdź w słowniku słowa, które Cię zaciekawiły. Jeśli radzisz sobie z czytaniem gazet, nie krępuj się i klikaj w linki na temat filmów które Cię zainteresowały. Kryje się pod nimi dużo obcojęzycznej treści. Jasne, że wiem. To język oryginału, nieadaptowany. To oczywiste, że niezrozumiesz wszystkiego, ale przecież, kiedyś chcesz tą prasę rozumieć i czytać, co? Warto się przyzwyczajać i przynajmniej nieco opatrzeć. Im częściej wyszukujesz w internecie ciekawe treści językowe, tym więcej się uczysz i łatwiej będziesz się uczyć! Wbrew pozorom możesz wiele zrozumieć już teraz także gdy twój poziom nie jest zbyt zaawansowany. Popatrz na mnie. Mój poziom to dopiero B1, a jednak mogłam przygotować ten tekst, bazując głównie na hiszpańskich tekstach;).

Daj znać jakie filmy hiszpańskie Ty chętnie obejrzysz :)!

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
google-site-verification=qwQVBgqg8p63KOd5L3FcDx2YsUcQnmVx58V6T6zEQh4