[#H6] Jak się uczyć gramatyki? (1)

[info_paragraph]W dzisiejszym wpisie parę przemyśleń o tym, czy warto się uczyć gramatyki, a jeśli warto to jak uczyć się czasowników nieregularnych, ich zastosowań w różnych czasach, jak ćwiczyć poznaną wiedzę za pomocą metody zmiany perspektywy oraz troszkę o metodzie dużej ilości zdań. A ponieważ to wszystko w ramach cyklu “wyzwanie poliglotki” to dużo komentarzy o tym, jak ja właściwie to robię.[/info_paragraph]

Lili uczyć się

Gramatyka nie jest niezbędna do mówienia. To stwierdzenie nie jest jedynie pustym frazesem. Tak po prostu jest. Jeśli chcę się nauczyć języka i komunikować się w nim z innymi, to nie ma większego znaczenia jak się wyrażę. Zarówno “Maciek spotkać ja wczoraj” jak i “Maciek spotkał się ze mną wczoraj” z punktu widzenia skuteczności komunikacji jest tak samo dobre. Odbiorca tego komunikatu zrozumie o co mi chodzi.

Podobnie w językach obcych nie ma większego znaczenia, czy użyjesz past simple czy present perfect, jeśli wiesz jak powiedzieć słowo wczoraj. Ten sposób uproszczenia coraz częściej widzę także w niemieckim, gdzie przyszłość wyraża się za pomocą zwykłego zdania z określeniem czasu – „piszę coś o gramatyce jutro, zamiast „będę pisać” czy „napiszę” (niem. werde schreiben).

Ambitniejszy uczeń lub perfekcjonistka zadrży teraz i powie – jak to, mam mówić nie poprawnie? A ja zdecydowanie przytaknę, tak, ponieważ dopiero zaczynasz się uczyć i musisz poznać jeszcze wiele słów. Nie przejmowanie się gramatyką na samym początku uczenia się kompletnie nowego języka ma wiele plusków. Przede wszystkim skupiasz się wtedy na rozwoju płynności językowej, mówienia oraz na nauce słów. Ogromnych ilości nowych słów. Bez odpowiedniego zasobu nowych słów na samym początku nie tylko nie da się dużo powiedzieć, ale też dopiero one dają poczucie progresu w nauce.

Nie powiesz „moi rodzice są teraz w domu i robią obiad z dwóch dań” jeśli nie znasz słowa dom, rodzice, obiad i danie, ale znasz tylko odmianę gramatyczną być i robić, co zwykle poznajesz już na pierwszej lekcji języka obcego! Oczywiście ten przykład można by wznieść na wyższy poziom sofistyki i przedstawić go inaczej: „Chirurg szczękowy jest teraz na oddziale i robi/przeprowadza operację rekonstrukcji kości szczękowej”. W tym zdaniu także można sobie poradzić z podstawową znajomością gramatyki (pogrubiona odmiana być i robić; może jeszcze przydałoby się wiedzieć jak wyrazić dopełniacz), jednak bez znajomości słownictwa medycznego, na pewno  nigdy nie uda nam się takiego zdania powiedzieć. A przecież nie trzeba dużo gramatyki, żeby coś takiego powiedzieć. Żeby być w stanie wyrazić więcej, po prostu trzeba uczyć się słów.

Oczywiście nie mówię, aby ignorować gramatykę kompletnie. Niemniej, można ją ograniczyć do niezbędnych podstaw, aby być w stanie wyrazić to co się chce. Przecież i tak najbardziej chodzi nam o to, żeby odbiorca zrozumiał naszą wypowiedź. Niegramatyczne wypowiedzi zwykle też są dość zrozumiałe. Jeśli jednak brak tej gramatyki, uniemożliwia ten cel, to jasne, należy tą konkretną lukę uzupełnić. Jednak uważam, że zamiast studiować godzinami setki niuansów między użyciem past simple, present perfect, past continoues, present perfect continous, past perfect itd., efektywniej będzie ten czas przeznaczyć na naukę słówek, a niuansami zająć się na wyższym poziomie nauki, kiedy mamy już większe obycie z językiem i niuanse w wyrażaniu się, bardziej nas interesują.

 

Po co zatem uczyć się gramatyki?

Przychodzi taki moment, że dłużej nie możesz znieść siebie wyrażającej się w ten tak swobodnie hippisowski sposób. Ile to przecież można rzeźbić? Ile to razy można używać czasu przeszłego intuicyjnie (czy jak niektórzy mówią „na pałę”, co w szkole zapewne się faktycznie kończy jedynką)? Czasem chcesz coś po prostu napisać i nie chcesz, by postrzegano Cię jak przedszkolaka. Czasem zastanawiasz się nad jakimś certyfikatem. Tam się nie da bez gramatyki! Czasem chcesz użyć języka w pracy, na jakimś oficjalnym spotkaniu i…głupio tak mówić ciągle w teraźniejszym (dygresja: miałam co najmniej dwóch przełożonych którym nie było głupio tak strasznie kaleczyć angielski, np. we have choose, we have came itd.; jeśli zatem mówisz płynnie i masz na tyle dużo arogancji w sobie, by się tym nie przejmować oraz jesteś szefem – nie czytaj tego tekstu i dalej pracuj nad płynnością).

Po prostu przychodzi ten czas, że trzeba. I dla mnie ten czas właśnie nadszedł.

To się po prostu jej naucz!

 

To samo bym sobie doradziła. Tylko, że ja już próbowałam. Naprawdę. W mojej książce do gramatyki często piszę datę, kiedy ostatnio się tego uczyłam. Przewija się listopad 2015, a potem jeszcze marzec, kwiecień 2016, a teraz jest już listopad 2016 i ja nadal uczę się tych samych zagadnień! Coś jest zatem nie tak, bo przecież to nie może być problem ze mną. Mózg ludzki ma ogromne możliwości. Jeśli mogłam nauczyć się polskiego, i jakoś udawało mi się czy skończyć szkołę, czy studia, to najwyraźniej zabieram się do tego w niewłaściwy sposób. Witamy – masz na drodze WYZWANIE. A wyzwanie oznacza przygodę, bo można się z nim zmierzyć!

Z czym mam problem?

Zasadniczy mój problem polega na tym, że naukę języka traktuję jako fascynującą przygodę, która jest FAJNA. Zawsze udaje mi się odkryć coś nowego. Można wyrażać siebie w kompletnie nowy sposób. Przez to, że sam proces mnie dość mocno bawi, nie muszę w to wkładać dużo wysiłku.

Dlaczego to jest zatem problem? Bo tabelki i odmiany czasowników to czysta pamięciówa! Pamięciówka oznacza pracę i wysiłek. Bo trzeba coś wkuć. Nie lubię wkuwać. Dlatego też temat pod tytułem „czasownik i jego formy w języku hiszpańskim” to dla mnie taki problem natury mentalnej.

Naprawdę mam teraz nad tym siedzieć i…. Uczyć się? (uwaga, wszystkich innych aktywności  jakie robię z tym językiem nie postrzegam w ogóle jako naukę, więc problem mentalny tam nie istnieje).

Tak tak – mówię sobie. – Poucz się!

A nie ma jakiegoś sposobu żeby to zapamiętać? Jakiejś cudownej mnemotechniki, coś co sprawi, że będzie to …. choć trochę zabawne?

Oto kwintesencja mojego problemu z gramatyką. No fun. 

Wyzwanie i cel

Kiedy zaczynałam to wyzwanie 6 dni temu (tutaj link) postawiłam sobie za cel, że przede wszystkim chcę ruszyć tyłek i szukać możliwości mówienia. Co nie jest łatwe, bo nie czuję się komfortowo z mówieniem do nieznanych mi osób.

W międzyczasie odkryłam, że 2 ulice dalej od mojej, co tydzień w środy odbywają się bardzo popularne spotkania językowe MundoLingo (hostel –bar Die Wohngemeinschaft, Kolonia, jeśli ktoś z czytających ma ochotę wpaść są na fejsie). Postanowiłam zatem pójść tam w najbliższą środę i ćwiczyć dwie rzeczy:

1) zagadywanie obcych ludzi

2) użycie czasów przeszłych, albowiem te właśnie najbardziej mi się mylą.

Czemu akurat to?

Niestety, ponieważ mój mózg nie lubi braku zabawy, muszę się motywować w inny sposób. Znam się na tyle dobrze, że wiem jak bardzo motywują mnie wyzwania. Jeśli mam jakiś problem, którego nie mogę się pozbyć, albo nie mogę go rozwiązać, i stwierdzam  – to ja go w końcu rozwiążę! – to wówczas czas zaczyna płynąć mi inaczej, a ja skupiam się na poznawaniu aspektów tego problemu od podszewki, szukaniu sposobu na uproszczenie, usprawnienie, zadręczaniu ludzi, którzy mogliby mi w tym pomóc. Na koniec wychodzę z milionem dziwnych mniej lub bardziej przydatnych rozwiązań, a potem wrzucam to maszynkę analizy i oceny. I wychodzi święty gral – tak – oto jest – TO rozwiąże sprawę. Oczywiście to rozwiązanie może być dobre tylko w jakiejś konkretnej sytuacji (np. w mojej), ale co za różnica. To jest mój proces myślowy. Tak po prostu mam, tak myślę. Nierozwiązane problemy z zakresu moich zainteresowań bardzo mnie motywują, mam po tacie. A jeśli jeszcze mogę na koniec pokazać komuś rezultat, to już w ogóle strasznie strasznie mi się chce

Mam nadzieje, że mój szef tego nie czyta.

Postanowiłam ten mój dziwny stosunek do różnych aspektów zdobywania wiedzy, przenieść na grunt nauki języków. Wyzwanie dla mnie – to użycie czasów przeszłych teraźniejszych i przyszłych, poprawne. Zgodne z wszystkimi tymi dziwnymi tablicami nieregularnych odmian. Daje sobie na to dwa tygodnie, ale gramatykę z tego zakresu przerobię jak najszybciej, po to by móc ją później utrwalać. W środę pójdę na spotkanie i będę się albo chwalić ich użyciem, albo wstydzić się ich złym użyciem w gorszej wersji, a w ostatecznym rezultacie pewnie będę się dobrze bawić i dawać innym ludziom poprawiać moje błędy. I żartować z siebie. Nie można przecież traktować się zbyt serio. Przecież chodzi o fun.

Sposoby nauki gramatyki

Zastanawiając się nad tym pierwsze co przychodzi do głowy to:

  1. Wkuwanie listy. Nie jestem fanką tego rozwiązania.

    Wkuwanie to proces sadystycznego znęcania się nad kreatywnym potencjałem twojego mózgu, który skoro jest w stanie zapamiętać imiona i nazwiska wszystkich bohaterów z Klanu bez większego wysiłku, to może równie dobrze zapamiętać jakąś tam listę stu czasowników i ileś tam ich wersji w koniugacji.

  2. Zrobienie listy czasowników nieregularnych– tak. Coś takiego brzmi już dużo lepiej. Zabieram się do tego w ten sposób. Nie przepiszę jej z książki. O nie! Zrobienie listy powinno zaangażować mózg do myślenia i agregować informacje w nowy sposób. Toteż zrobię listę, ale ona musi być pogrupowana. Po pierwsze, grupowanie wymaga myślenia, jak myśli to zapamiętujesz lepiej i lepiej kojarzysz. Trzeba znaleźć grupę czasowników, które wzorują się jeden na drugim (np. conocer, desconocer, nacer, ofrecer) i zapamiętać je w grupie. Oczywiście nauki będzie wymagać nauczenie się pierwszej odmiany, ale pozostałe odmienią się tak samo (do nauki pierwszego można wykorzystać jakąś mnemotechnikę skojarzenia). Do nauczenia się grupy czasowników, też mnemotechnik na skojarzanie jest w bród. To mocno zależy od uczącego się. Ja będę po prostu będę wymyślać sobie jakąś historię opartą o tłumaczenia, tak, aby móc przywołać sobie całą listę w głowie, a potem spróbuję wymyślić jakieś śmieszne zdanie po hiszpańsku, które zawiera każdy z tych czasowników. Po drugie, tłumaczenie, nie warto uczyć się czasowników jeśli się nie zna ich znaczenia. Po co nam one? Czasowników uczę się, żeby ich używać, a nie, żeby wiedzieć jak się je odmienia. Po trzecie, lista ma był własnoręcznie zrobiona, staranna, kolorowa i nie przepisana, może to głupi punkt, jednak dla mnie istotny. wiele rzeczy pamiętam dlatego, że je widziałam napisane, często pamiętam kolory. Dlatego element grupowania można zrobić sobie najpierw jako plan ołówkiem, a potem jakoś to poprawić, w wypadku gdy jakiś czasownik leży nam lepiej w innej grupie niż myśleliśmy.
  3. Przejrzenie listy i szukanie jeszcze większej ilości podobieństw. Lista jest, jest piękna. Można siedzieć, pić kawę i podziwiać. A najlepiej, czytać ją i sobie i podumać z pół godzinki.

    Czemu te czasowniki są w tej samej grupie, co jest w nich podobnego, co jest w nich różnego. Może znaczą to samo, albo pochodzą od tego samego czasownika po łacinie? (…) Aaa… takie to ciekawe. (…) No tak, zmiana tej głoski ma sens bo inaczej się nie dałoby tego wymówić. Aaa… (…) ta forma jest śmieszna bo wypowiada się tak jakby gdakanie kury .aaa…..

    O, właśnie tak zamierzam sobie nad moją listą dumać. To jest ten element zabawy i utrwalania informacji (nie- nie wkuwania, szukania podobieństw! Tak jak patrzysz na nowego bobasa twojej szwagierki i przyglądasz się czy podobny do mamusi czy do tatusia. I teraz nawet jak nie masz zdjęcia to potrafisz sobie przypomnieć, że nosek po mamie, usta po tacie)

  4. Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia – mnóstwo ćwiczeń. Sam proces przygotowania listy zajmuje dużo czasu, ale tez angażuje mózg. Na tym etapie wiele z czasowników będzie już całkiem dobrze rozpoznawanych, będziemy je kojarzyć, zostaną jakieś niedobitki, których skojarzyć się nie da. Po to są ćwiczenia. I najlepiej dużo. Ja uczę się z tej gramatyki, która jest naprawdę dobra: Gramática de uso del Español. Teoría y práctica con solucionario. Intermedio. B1-B2. Uważam, że od poziomu B1 dobrze jest mieć gramatykę w języku, którego się uczysz. Oszczędza to czas na tłumaczeniu sobie w głowie na polski. Od razu myśli się wtedy więcej w języku docelowym. Wczoraj znalazłam jeszcze w księgarni Ćwiczenia z PONS i je też przerobię  całe (Verben & Zeiten trainiren. Spanish. 200 übungen. Nie wiem czy Pons wydał polską wersję, chyba nie. Jednak ten zeszyt zawiera z tego co widzę tylko pojedyncze ćwiczenia z tłumaczeniem z niemieckiego, więc to, że to nie jest polskie wydanie, jakoś tak strasznie mi nie przeszkadza).
  5. Uczenie się błędów. Odnalazłam swój stary notatnik do gramatyki i tak! Są jeszcze wolne strony. Tam będę notować każde zdanie z ćwiczen ,w którym zrobiłam błąd i użyłam złego czasownika lub jego złej formy. Myślę, że to istotny punkt. Jeśli robię błąd i do niego już nie wracam, to znaczy, że domyślnie zawsze będę używać tej złej formy (nazywam to źle wytrenowaną intuicją językową). Trzeba zatem ten zły nawyk zastąpić pozytywnym. Mój notatnik na błędy jest mały, toteż już postanowiłam, że będę go z rana przy śniadaniu przeglądać z 5-10 minut, albo w drodze do pracy. I może jeszcze wieczorem z raz, dla utrwalenia.

METODA DUŻEJ ILOŚCI ZDAŃ

Jest jeszcze jedna metoda, którą najpewniej opiszę nieco szerzej wkrótce. Metoda nazywana jest metodą dużej ilości zdań (to moje wolne tłumaczenie, ale ponieważ nie lubię używać niepotrzebnych anglicyzmów, takiego tłumaczenia będę tutaj używać, po ang. Mass sentence method). Polega ona na tym, że zamiast uczyć się gramatyki, uczymy się tylko specjalnie wyselekcjonowanych zdań, które prezentują pewne modele, wzory konstrukcji i zastosowań w praktyce.

Dotąd myślałam, że najlepszym pomysłem na zastosowanie tej metody jest uczenie się np. subjuntivo (robisz listę zdań w którym jest użyte, tłumaczenie do niej i powtarzasz to sobie w grupach, tak jak fiszki, z tym że zawsze tłumaczysz docelowo na zdanie z subjuntivo). Jednak byłam w błędzie. Można ją stosować także do usprawnienia procesu nauki  wszystkich zagadnień gramatycznych. Twórcy programu Glossika to właśnie zrobili, agregując 3 tysiące zdań w formie audio, w formie kursu rozpisanego na konkretne tygodnie nauki. Ponieważ zaczęłam ten kurs w zeszłą niedzielę, myślę, że za kilka dni pojawi się moja notatka o pierwszych wrażeniach z jego używania i co o nim myślę.

METODA ZMIANY PERSPEKTYWY

Nauczyciele zapewne znają tą metodę. Wspomniałam o niej parę dni temu (w tym wpisie gramatyka dla gramatofobki).

W skrócie, chodzi o to aby wcześniej przygotowany tekst w czasie teraźniejszym, przekształcić w czas przeszły oraz przyszły. Myślę, że po zrobieniu dużej ilości ćwiczeń, to jest naprawdę świetny sposób na sprawdzenie swoich umiejętności. Również może się sprawdzić dla osób, które, w przeciwieństwie do mnie, nie potrzebują żadnych tam list odmian, ale chcą odświeżyć stosowanie i użycie czasów.

Jak będę to robić?

  1. Spanish Unlimited. (link do audycji który zawiera tego typu cwiczenie ). W audycjach Oskara ze Spanish Unlimited, to zagadnienie znajduje się mniej więcej w połowie większości audycji. Tekst najpierw jest prezentowany w czasie przeszłym, potem w czasie teraźniejszym, a na końcu w czasie przyszłym. Do nagrań dołączona jest transkrypcja, toteż mogę wybrać sobie którykolwiek, i przekształcić, a potem porównać (pamiętajcie o uczeniu się błędów!). Mogę też po prostu słuchać i odpowiadać werbalnie, oraz porównać swoje odpowiedzi z nagraniem. To trochę szybszy bardziej komunikatywny sposób. Do wyboru do koloru.
  2. lang-8.com lub nauczyciel. Można wziąć jakikolwiek fragment tekstu na swoim poziomie i po prostu przekształcić go. Rezultat należy dać do sprawdzenia. Pisemnie to dość łatwe na stronie, o której już pisałam tu i troszkę jeszcze tu. A ustnie, jeśli macie nauczyciela – to można mu to dać, niech z wami to ćwiczy. Albo poprosić kogoś znajomego, kto dobrze zna hiszpański, żeby sprawdził.

To tyle notatek o gramatyce na dziś.

Trochę przeżywam sam ten proces uczenia się jej, bo dotąd nie szło mi to najlepiej. Jednak, trzeba wziąć byka za rogi (coger al torro por los cuernos) Za 2 lata pewnie nawet nie będę wstanie wskazać co jest z czym powiązane i dlaczego tak. Po prostu będę mówić po dobrze po hiszpańsku. I z taką wizją końca zabieram się do nauki dzisiaj :)!

Jeśli macie jakieś swoje sposoby na naukę gramatyki, koniecznie napiszcie w komentarzu. Temat ten dość mocno mnie frapuje, toteż chętnie się dowiem czy ktoś robi to inaczej niż ja i jak sobie z tym radzić, czy macie jakieś swoje metody, albo uczycie się bez metody na wkuwanie (to wtedy zachęcam do wymyślania metod!!! ).

W ramach wyzwania wyciągam dziś koleżankę do kina na argentyński film oraz smażę churro z lidla :)! Nie wiem czy będzie smaczne, ale na pewno pobudzi mózg do lepszego zapamiętywania!

Miłego łikendu!

 

 

 

 

Ps. Tak, wiem, to zdjęcie jest naprawdęs trasznie żenujące. A jednak to ten przykład mema, którego nie sposób zapomnieć, a wraz z nim także tego zwrotu!!!

 

byk

 

google-site-verification=qwQVBgqg8p63KOd5L3FcDx2YsUcQnmVx58V6T6zEQh4