“Sekrety poliglotów – w 90 dni” – 90 dni nauki szwedzkiego – recenzja kursu online

Kurs “sekrety poliglotów” przerabiałam od października do końca grudnia 2019. W szóstej edycji po raz pierwszy pojawił się język szwedzki. Czy warto wydawać na to hajsy, czy kurs zadziałał oraz moje porównanie do innych popularnych kursów w dzisiejszej recenzji.

Intro – Sekrety Poliglotów “W 90 dni” 

Autorem kursu jest znany polski poliglota – Konrad Jerzak vel Dobosz. W ofercie znajdziemy większość popularnych europejskich języków na poziomie podstawowym (od zera) oraz nieco mniejszą ich liczbę na poziomach bardziej zaawansowanych. W edycji szóstej, w której uczestniczyłam, otworzyło się kilka nowych ciekaweych języków na poziomie początkującym.
Kursy są w 100% online, mają charakter indywidualno-grupowy oraz trzeba się na nie zapisać, tak jak w przypadku normalnej szkoły językowej. Zapisy były dostępne kilka miesięcy wcześniej, kolejna runda grup początkujących ruszyla na początku stycznia. W grupach średniozaawansowanych terminy są nieco inne. Zainteresowani niech zapiszą się na newsletter.

Sekret metody

W ramach tego kursu zastosowano bardzo skuteczną metodę tłumaczeniową, którą oprócz Konrada wykorzystuje również wielu innych poliglotów, m.in. Luca Lampariello. W bardzo dużym uproszczeniu chodzi w tym kursie o codzienne przerabianie fiszek ze zdaniami oraz tłumaczenie ich w różne strony. Fiszki znajdują się w dedykowanej aplikacji Globott, dostępnej online. Na tym stwierdzeniu możnaby zakończyć, lecz uważam, że sprowadzenie tego kursu do tego streszczenia byłoby ogromnym niedomówieniem.

Najważniejsze aspekty tego kursu

  1. Treść kursu jest super. Zawsze zdania, nigdy pojedyńcze słowa.  Fiszki są przygotowane z dużym wyczuciem językowym i strategicznym podejściem do uczenia się – w marketingu lubią to sprzedawać jako hakowanie jezyka. Z tym, że ta forma naprawdę to robi.Przede wszystkim zdania idą w porządku gramatycznej trudności, a nie tego do czego przyzwyczajają nas szkolne podręczniki, które miesiącami każą nam wkuwać liczby i kolory. W pierwszych tygodniach na pewno będą same przydatne rzeczy – czasowniki być, mieć, modalne i sporo innych razem z mnóstem pytań, odmianą rodzajnika, a nawet całym zestawem przyimków i to wszystko naraz! I tutaj zaczyna się zaskoczenie, bowiem w kolejnych tygodniach dostajemy na dokładkę czas przeszły i przyszły! Na pierwszy rzut oka, wydaje się to nienromalne – większość podręczników szkolnych takie rzeczy wprowadza naprawdę bardzo późno, nawet po 30-40 godzinach nauki szwedzkiego! Niemniej, ten kurs udowania, że ta opieszałość jest bezpodstawna. Tutaj zdania w czasie przeszłym formułujesz już w drugim miesiącu nauki i nie jest to zbyt trudne. 
  2. Materiał audio świetnej jakości. Każda fiszka ma nagranie audio wypowiadane przez Szweda. Niestety nie mamy wpływu, czy to kobieta czy mężczyzna. W tym kursie to zawsze ten sam Szwed, ale przynajmniej przyjemny dla ucha Szwed.
  3. SRS (Spaced Repetition System). Wbudowany system powtórek. Wiadomo, że tego typu systemy są skuteczne nie od dziś. Tutaj jest on wyjątkowo intensywny i przypomina nieco typowy trenning tzw. “dryli językowych”, dużo, często i podobne.
  4. Metoda tzw. wysp językowych – wprowadzana pod koniec. Dla mnie trochę za późno bo przed samymi świętami Bożego Narodzenia. Mimo wszystko to całkiem skuteczny sposób aktywizacji nabytych pasywnych kompetencji. 
  5. Opieka merytoryczna Konrada na bieżąco. Na wszystkie pytania odnoście jakichkolwiek wątpliwości dostajemy dość szybko feedback online. Zadania tygodniowe też są sprawdzane pod kątem poprawności.
  6. Wprowadzanie technik motywacyjnych grupowych i indywidualnych.  Robienie fiszek to jedno, ale jeśli zrobić 10 z nich dziennie, Konrad przekazuje 5 zł od osoby uczącej się na cele charytatywne. Wielokrotnie włączałam ten kurs własnie z tego powodu, mimo, że naprawdę nie chciało mi się danego dnia uczyć! Nie znam na rynku ani jednego kursu, który daje komukolwiek cokolwiek w zamian za to, że ktoś się uczy. Budzi to mój niezmierny szacunek dla Konrada i jego sposobu prowadzenia biznesu; przecież nie musi tego robić – a robi.
  7. Zadania grupowe i indywidualne podtrzymują motywację. Nauka fiszek może być nieco nudnawa, zwłaszcza przez 3 miesiące codziennie, lecz zadania w grupie sprawiają, że odkrywamy też trochę przyjemności z języka, którego się uczymy. Jednocześnie różne grupy rywalizują ze sobą i dla osób, które rywalizacja pobudza do działania (np. mnie) to nawet podświadomie trochę działa.
  8. Są nagrody. Kolejna przyjemna technika motywacyjna. Nagrody są za regularność i są przyjemne.

Moje oczekiwania na starcie

Kurs jest skierowany raczej dla osób, które:

  • mają problem z regularną nauką
  • nie uczą się systematycznie
  • nie wiedzą od czego zacząć, aby w końcu odnieść sukces w nauce
  • uczą się pierwszego języka lub kolejnego, ale po bardzo długiej przerwie

Krótko mówiąc – ja nie jestem typowym adresatem tego kursu. Znam już kilka języków i wielokrotnie uczyłam się ich samodzielnie. Zdecydowałam się na niego z innych powodów:

Powody merytoryczne:

  1. Kurs ma wbudowany system powtórek (SRS – spaced repetition system). Nie powiem, początkowo mnie irytował, ale po czasie nie oceniam go źle. Te zdania mi się śniły po nocach.
  2. Kurs ma nagrania audio prawdziwego Szweda wysokiej jakości.
  3. Skuteczna metoda tłumaczeniowa, którą bardzo lubię.
  4. Kurs można obsłużyć w całości na telefonie.

Powody życiowe:

  1. Nie trzeba samodzielnie szukać sobie materiałów do nauki (w tym czasie miałam bardzo mało czasu wolnego i nie chciałam go marnować na szukanie i czytanie godzinami internetów, po prostu chciałam od razu przejść do nauki).
  2. 95% tego kursu przerobiłam na telefonie, często w tramwaju, w drodze po mieście, w kolejce na zakupach.
  3. Nie trzeba nic pisać. Nigdzie. Tylko fiszki i ewentualne zadanie raz na tydzień. 
  4. Nie trzeba siedzieć przy biurku (ponieważ dużo czasu siedzę przy biurku ta pozycja już wtedy dość istotnie obciążała mi plecy, to był moment gdy unikałam już jak ognia pozycji siedzącej, bo była po prostu bolesna )

90 dni kursu – moje wrażenia i ocena

Przez 90 dni uczyłam się szwedzkiego tylko i wyłącznie na kursie “Sekrety poliglotów”. Naprawdę nie miałam wtedy czasu na nic innego, nie słuchałam nawet radia po szwedzku w tym czasie, chodź robiłam to wcześniej.

OCENA

  1. Regularność i systematyczność – 5/5. Kurs skutecznie zmotywował mnie do codziennej nauki. Pierwszą przerwę parudniową zrobiłam chyba w 65 dniu jeśli mnie pamięć nie myli (szkoda, że w aplikacji brakuje indywidualnych statystyk), głównie dlatego, że nie miałam za bardzo internetu na wakacjach. Cele opierające się na datkach charytatywnych “w zamian za naukę” bardzo często motywowały mnie do pracy. Praca w grupie też była motywująca, podobnie jak wykresik na którym widzisz, ile dni brakuje ci do zdobycia nagrody niespodzianki.
  2. Słuchanie 5/5. Ten aspekt nieco mnie zszokował dopiero kilka dni temu – po oficjalnym zakończeniu kursu – gdy wróciam do słuchania szwedzkiego radia. Przed kursem słuchałam, ale raczej rozumiałam mniej niż 5%, często tzw. piąte przez dziesiąte. Okazuje się, że teraz bez problemu rozumiem ok 20% w porywach do 30% tego co w tych audycjach mówią, rozróżniam słowa. W audycjach radiowych z tzw. wolno wymawianym szwedzkim zdarza się nawet, że rozumiem i więcej. Z tego powodu postanowiłam je włączyć do swojej nauki, choć wcześniej wydawały mi się abstrakcyjnie zbyt zaawansowane. Oczywiście, zaraz ktoś powie, że znam niemiecki i angielski, a to w sumie daje (prawie) szwedzki. Nic z tych rzeczy. Przez pierwsze 4 tygodnie z kursem najczęściej kompletnie nie rozumiałam lektora, na 4 zdania czasem 2 dobrze przetłumaczyłam, czasem jedno. Słuchałam nagrania i starałam się przetłumaczyć w myślach co powiedział na polski. Są to nagrania oryginalne, w normalnym szwedzkim tempie mówienia – nie spowolnione. Po miesiącu nadal nie słyszałam czy lektor mówi “ni” (wy) czy “vi” (my), “jag” bardzo długo albo nie słyszałam wcale albo słyszałam jak “att”(że), przy czym “inte” (nie) najczęściej brałam za jakiś inny czasownik z którym w wymowie się sklejał, “alltid”(zawsze) wiecznie myliło mi się z “alldrig” (nigdy). Tym samym zdanie o tym, że “wy nigdy nie lubicie czegoś” ja słyszałam jako “my zawsze lubimy coś” . Komunikacyjnie byłaby to katastrofa. Jednak po 30-45 dniach zauważyłam ogromny progres i te niuanse mój mózg w końcu zaczął wychwytywać. Szwedzki nie należy do najłatwiejszych języków w kwestii wymowy, ale ten kurs sprawił, że czuję jakbym osiągnęła bardzo ważny kamień milowy w mojej nauce rozumienia ze słuchu. Nie jest oczywiście idealnie, to wciąż poziom podstawowy, lecz uważam, że trudno byłoby mi osiągnąć to w inny sposób tak szybko.
  3. Mobilność aplikacji (4/5). Aplikacja jest dostępna online i jest całkiem ok (to wciąż nie Anki, ale naprawdę minimum oczekiwań spełnia). Problemem dla mnie był właśnie ten internet. Gdy byłam za granicą, gdzie transfer danych był ekstremalnie drogi, a ja nie miałam lokalnej karty, stanowiło to dla mnie naprawdę spore utrudnienie, by codziennie korzysać z tego kursu. Z uwag technicznych: Tej apki nie znajdziecie w App Store/Google Store. Aby dodać ją do lefonu należy wejść na stronę internetową (w telefonie), wówczas pojawi się komunikaty czy chcesz dodać ją do pulpitu. Po potwierdzeniu, ikona aplikacji pojawi się na telefonie.
  4. Oszczędność czasu. (4.5/5). To bardzo subiektywna kategoria, wiele zależy od indywidualnej osoby. W skrócie – przez ok. pierwszych 25-30 dni potrzebowałam na ten kurs około 30 minut dziennie (15 minut rano idąc do pracy i 15 minut z powrotem wracając, czasami dodatkowe 10 minut jedząc obiad). Później czas ten urósł do godziny dziennie z uwagi na około 200 powtórek fiszek każdego dnia oraz 60 nowych fiszek dziennie. Te 60 nowych na początku wydawały mi się raczej proste, dopiero w drugim miesiącu poziom trudności przybierał i potrzebowałam dużo więcej czasu, aby się ich po prostu nauczyć, doczytać komentarze itd. Pod koniec kursu nie zawsze udawało mi się zrobić wszystkie, a średni czas wykonywania zadań wynosił średnio 70 minut dziennie w moim przypadku, czyli często dwukrotnie dłużej niż mogłam poświęcić na tę naukę, co w efekcie trochę utrudniało mi planowanie dnia. Przed świętami Bożego Narodzenia w grudniu może nie był to i najlepszy moment na takie podkręcanie śruby. Gdybym zaczynała go jeszcze raz, postarałabym się z góry zaplanować mniej aktywności na ostatni miesiąc nauki z kursem, a już na pewno przełożyć pomysł ponad dwutygodniowych wakacji na pierwszy lub drugi miesiąc kursu, albo w ogóle po zakończeniu kursu.
  5. Siedzenie / pisanie (5/5). Przez cały okres kursu nie udało mi się założyć nawet zeszytu do szwedzkiego. Wszystko naprawdę robiłam w telefonie, czyli zgodnie z moimi oczekiwaniami 5/5. Niestety czasami obsługiwanie tej aplikacji było w telefonie dość utrudnione (konkretnie robienie zadań w grupie, bo reszta to standardowe #jakAnki), ale może w kolejnych edycjach się poprawi.
  6. Skuteczność (5-/5). Najważniejszy miernik, czy to działa. Tak, u mnie ten kurs zadziałał. Nawet mimo tego, że nie uczyłam się przez równe 90 dni, ale przez ok 70 (wypadło mi sporo przez problemy z internetem na wakacjach w grudniu). Na jakiej podstawie tak twierdzę? Przed kursem kompletnie nie rozumiałam co Szwedzi mówią, ale naprawdę piąte przez dziesiąte. Teraz często podsłuchuję szwedzkich turystów i  rozumiem! Podobnie z radiem – wcześniej bardzo mało – teraz dużo więcej rozumiem. Od stycznia 2020 zabrałam się za kontynuację samodzielnej nauki i wszystkie podręczniki dla początkujących które znalazłam zaczynam praktycznie od połowy, bo pierwsze lekcje są nudne i za łatwe. Jeden z nich w ogóle postanowiłam przerabiać od końca, bo ostatnie lekcje są leksykalnie ciekawsze, a cała gramatyka z tego podręcznika już została z grubsza omówiona na kursie “Sekrety Poliglotów”. Zdaniem Konrada jestem na poziomie A2. Trudno mi to ocenić bez jakiegoś testu, lecz subiektywnie – może i tak. Przestawienie telefonu czy internetu na szwedzki nie wywołało u mnie już takiej paniki jak przed kursem. Na pewno mam braki w słownictwie, które znajomość niemieckiego nieco nadrabia. Czytam różne teksty online i choć nie zawsze rozumiem, to raczej z powodu nieznajomości słów, niż z powodu niezrozumiałych konstrukcji gramatycznych. Minus za wprowadzanie wysp wg mnie nieco za późno. To metoda aktywizująca, w sumie ciekawa, po której pozostał mi trochę niedosyt. 

Moja średnia ocena: 4.75

Jeszcze o zaletach

Gdy się regularnie uczysz, dostajesz od czasu do czasu nagrody rzeczowe i mentalne.

Czy ten kurs w ogóle ma wady?

Nie ma rzeczy idealnych :). 

  • cena kursu nie jest najniższa. Jednorazowa opłata jest niższa niż ratalna, okresowo można się załapać na promocje np. noworoczna / black friday itp. (sama skorzystałam z jakiejś zniżki wakacyjnej).
  • trzeba poczekać, aż grupa się otworzy
  • aplikacja Globott
  • dla mnie to nadal wersja beta. Funkcjonalna z tym agile’owym minimum, ale nadal toporna jeśli chodzi o bardziej zaawansowane funkcjonalności.
  • kurs działa tylko online (brak możliwości nauki offline i synchronizacji później)
  •  koncepcja wysp nieco za późno wprowadzona i zupełnie nieobowiązkowa – trochę szkoda, bo fajna i mogłaby się pojawić tak ze 2 tygodnie wcześniej, choćby jako delikatna zajawka.

Czemu kupiłabym ponownie?

Pierwszym powodem byłoby jednak moje lenistwo.
Nie muszę szukać materiałów, nie wydaję pieniędzy na podręczniki dla początkujących, chodzenie na lekcje albo szukanie tandemu, ani jakieś dedykowane aplikacje (LingQ, Babbel, Memrise itd.), nie zagracam półek kolejnymi samouczkami edgara (#zerowaste), a do tego ktoś regularnie karmi moją motywację.

Drugim powodem mogłby być wybór języka z wymową dla mnie subiektywnie trudną (np. węgierski, chiński czy holenderski, wiadomo – każdy tutaj wpisze swój język). To po prostu świetny kurs trenujący rozumienie ze słuchu i naukę mówienia.

Trzecim, może gdybym chciała kontynuować naukę w sytuacji posiadania dzieci, rodziny albo stylu życia, który uniemożliwia mi stabilne planowanie czasu – to wybrałabym go jeszcze raz.. Wówczas elastyczność tego kursu oraz brak konieczności siedzenia przy biurku byłby niewątpliwą zaletą.

Czemu mogłabym go NIE kupić ponownie?

Osoby doświadczone w nauce języków samodzielnie od zera najpewniej nie potrzebują tego kursu wcale. Mogą się nauczyć języka swoimi sposobami.

To nie tajemnica, że skuteczność leży w systematyczności oraz pewnego rodzaju pasji. Jeśli zdajesz sobie z tego sprawę, albo i tak już dużo czasu się uczysz wybranego języka, bo lubisz/studiujesz/etc. oraz wiesz jakie metody sprawdzają się u Ciebie najlepiej – ten kurs Ci w niczym nie pomoże, a może nawet rozczarować i wynudzić. Najpewniej tempo wprowadzania materiału wyda Ci się zdecydowanie za wolne, zirytujesz się małą ilością słownictwa do nauczenia oraz zbyt dużą ilością powtórek z niższych poziomów.

Moja rada – ucz się tego języka po prostu swoimi metodami, albo inspiruj się metodą tłumaczeniową Konrada, a jak chcesz koniecznie dobrze wydać te zaoszczędzone pieniądze to proszę bardzo – możesz przelać mi je za przekazanie Ci tej cennej rady, a ja już znajdę dobry cel charytatywny na który je z przyjemnością przeznaczę.

Jeśli jednak uczysz się jednocześnie kilku języków i bardziej oddajesz się innym, to ten kurs można potraktować jako lekki wygodny start do zupełnie nowego języka, który pozwoli Ci bezboleźnie przeżyć ten przynajmniej dla mnie raczej nużący okres uczenia się języka od zera do jakiegoś sensownego A2, bez inwestowania czy szukania materiałów do nauki.

Pomóż mi ten kurs zaszufladkować

#fiszki

To ta sama półka co #Glossika. 

Różnice: Glossika ma dziwny SRS, dla mnie zupełnie niezrozumiały. Do tego używa chińskich niezapamiętywalnych imion w przykładach w każdym języku. Glossika również stopniuje zdania pod kątem trudności, ale nie są one tak intensywnie trenowane jak w kursie “Sekrety Poliglotów” – w tym drugim powtórek jest znacznie więcej. Kurs “Sekrety Poliglotów” nie ma zapisów fonetycznych w IPA i jest kursem na dwóch oddzielnych poziomach (podstawowy/średniozaawansowany), podczas gdy glossika oferuje transkrypcje oraz obejmuje wszystkie poziomy. Glossika za to nie ma komentarzy gramatycznych i prowadzi użytkownika tą samą metodą aż po wyższe poziomy zaawansowania, u Konrada metoda jest modyfikowana na kolejnych poziomach kursu.  Podobieństwaonline, metoda tłumaczeniowa, tzw. drilling method, bardzo dobre audio


Troche jak “Gramatyka w tłumaczeniach” z #PrestonPublishing, ale w 2019 to wydawnictwo nie wydało jeszcze niczego na temat języka szwedzkiego, dlatego trudno to tak naprawdę porównać.
Różnice“Gramatyka” to książka z płytą CD, a tu mamy interaktywny kurs internetowo-mobilny ze wsparciem trenera, powtórkami, pracą grupową, treningiem ze słuchu itd. Podobieństwametoda budowania kompetencji gramatycznych poprzez stosowanie tłumaczeń oraz stopniowanie ich stopnia trudności, krótkie i kluczowe objaśnienia gramatyczne.

#Duolingo inna bajka Podobieństwa: aplikacja


#Memrise #multikurs to raczej inna bajka, ale ten sam smok. Różnice: te kursy sa interaktywne, indywidualne, ale Memrise uczy głównie pojedyńczych słów co daje fikcyjne poczucie satysfakcji, że się uczysz i robisz progres, w praktyce jednak trudno te słowa zastosować bez uzupełninia nauki o jakieś materiały z gramatyką i kontekstem tych słów; kurs “Sekrety poliglotów” uczy tylko na zdaniach, ale mniej się skupia na budowaniu słownictwa (tym samym stosowanie obu tych kursów jednocześnie może być ciekawym uzupełnieniem, jeśli macie tyle czasu), kurs “Sekrety Poliglotów” jest kursem grupowo-indywidualnym, są zapisy i jest też ograniczony czasowo w przeciwieństwie do kursów Memrise. W Memrise czasem są błędy, czasem trzeba coś napisać, czasem jest audio, a czasem tych rzeczy nie ma. “W 90 dni” nie trzeba nic pisać, audio jest zawsze, a jeśli ktoś wychwyci nawet jakiś błąd to najpóźniej następnego dnia jest poprawiony. Podobieństwaonline, koncepcja grywalizacji (nauka jest grą co motywuje), SRS (System powtórek)

#LingQ to inna bajka. Różnicew LingQ też jest opcja fiszki, ale sam je musisz sobie stworzyć, bierzesz 100% odpowiedzialności za twój proces uczenia, u Konrada tresci tworzy Ci autor kursu – sam Konrad. LingQ bardziej skupia się na budowaniu bazy słownictwa z przygotowanych tekstów oraz drylach poprzez regularne odsluchy niż na gramatyce, “Sekrety poliglotów” dokładnie odwrotnie. Cena: roczna subskrybcja LinQ to ok 100 dolarów (zalezy od promocji), cena kursu Konrada to w zależnosći od promocji i twoich zniżek 30 do 55% więcej. Podobieństwaonline, grywalizacja, jest SRS.

#Babbel Różnicew Babbel samodzielnie wybierasz lekcje, w “W 90 dni” nie ma lekcji. To co i kiedy się uczysz jest z góry ustalone, lekcje w Babbel często kładą więcej nacisku na naukę słownictwa, niż na gramatykę. “Sekrety poliglotów” używa raczej tego samego słownictwa, lecz doprowadza je do perfekcji niejako wdrukowując do głowy standardowe schematy, szyki zdania i frazy. W Babbel jest wbudowany SRS (system powtórek), ale jest wyjątkowo mało intensywny w porównaniu z “Sekrety poliglotów”. Podobieństwaonline, aplikacja, korzystanie z całych zdań, dobrej jakości nagrania audio

#Anki Różnicew Anki to ty decydujesz co będzie napisane na fiszce, w kursie “Sekrety poliglotów” to autor kursu tworzy materiał kursu dla Ciebie na fiszkach. Porównajmy to do dwóch kubków z napisem “Anki” i “Globott”. Kubek Anki sam napełniasz czym chcesz, kubek Globott jest wypełniony kursem “W 90 dni”. W Anki możesz edytować fiszki, w powtórkach masz kilka opcji do wyboru, w “W 90 dni” możesz fiszki tylko powtarzać, do wyboru tylko dwie opcje “Pamiętam/Nie pamiętam”.  Algorytmy powtórek też się nieco różnią. Podobieństwakurs “W 90 dni” do piątej edycji bazował na aplikacji Anki, dlatego Globott jest całkiem podoby, środowisko, dostępność online, koncept fiszek


Uwagi:Kurs kupiłam za własne pieniądze i nikt mi nie zapłacił za napisanie tej recenzji :).

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
google-site-verification=qwQVBgqg8p63KOd5L3FcDx2YsUcQnmVx58V6T6zEQh4