Hiszpański w 30 DNI? (1)

Ilekroć widzę w księgarniach takie poradniki, zawsze się zastanawiam kto w to wierzy.
Chiński w 30 dni, angielski w miesiąc, Deutsch in 30 Tage, hiszpański w 30 dni. Serio? Do dziś pamiętam zażenowaną minę znajomego Brazylijczyka, który pokazywał mi właśnie taki kurs do nauki języka polskiego. Uczył się rosyjskiego – w Polsce – i uznał, że do nauczenia się podstaw taki kurs to dobry pomysł. Nie wiedział, czemu mu nie szło.

A jednak ktoś w to wierzy!

Samouczki kłamią

Nie wierzę samouczkom, ale sama logika przedsięwzięcia przecież nie jest głupia!
Wystarczy policzyć:

2 godziny dziennie x 30 dni = 60 godzin w miesiąc!

W szkole językowej to byłoby pół semestru! A co gdyby pocisnąć ze 2 miesiące? Cały jeden poziom w 2 miesiace!? Czy to  wogóle możliwe?

Według mnie tak! Ludzie robią przecież różne rzeczy i oczywiście przy dużej dozie motywacji wszystko można osiągnąć. Intensywne kursy Berlitz obiecują podobne rezultaty. Widzę tylko jedno “ale”. 2 godziny nauki oznacza 2 godziny zajęć/lekcji / samokształcenia, czyli przyswajania słów, gramatyki i doskonalenia umiejętności. Cały trik polega na tym, że to nie wszystko!

W tych samouczkach nikt oczywiście nie napisze, że trzeba spędzać z językiem więcej czasu! Mózg musi jeszcze mieć czas na przyswojenie wiedzy, a potem – najważniejszą część – wykorzystanie jej!

Wiedza nieużywana ulatnia się – to takie moje nieodkryte prawo fizyki.

W skrócie, trzeba coś zrobić, żeby ją zastosować – przeczytać coś w temacie, obejrzeć film/podcast/wiadomości/serial tematycznie powiązany, posłuchać radia lub po prostu zadzwonić do znajomego Hiszpana/Hiszpanki i pożalić się czego tam dzisiaj się uczyliśmy (koniecznie z przykładami!).

Nie rozumiem dlaczego w tych samouczkach nie sprzedają w komplecie telefonu do Hiszpana :)! Nie dość, że działa, to sprzedaż wzrosłaby im dziesięciokrotnie! :)

Hiszpański w 30 dni to dużo czy mało?

Na studiach miałam kolegę, który po roku studiowania iberystyki jako drugi kierunek, świetnie sobie radził, czytając hiszpańską literaturę i przygotowując się z niej na nasze zajęcia dot. sytuacji w Hiszpanii.  Zresztą, też miałam krótki epizod studiowania dwóch kierunków dziennie i już po pierwszym semestrze, mój przeciętny maturalny niemiecki poprawił się EKSTREMALNIE! Już po pierwszym semestrze musieliśmy przecież czytać literaturę średniowieczną i mieć ją w małym palcu!

Ile tam było zajęć? Policzmy. Na pierwszym roku ok. 1,5h x 5 dni = 7,5h w tygodniu praktycznej nauki języka niemieckiego. Mnożąc to przez 4 tygodnie otrzymujemy skromny wynik 30 godzin miesięcznie, czyli mniej niż 2 godziny dziennie!

Dlaczego studenci zatem opanowują ten język tak szybko, mimo że uczenie się gramatyki i słów to niewielka część tego co robią na studiach?

mhm.. pomyślmy…

  1. są zdolni
  2. muszą zdać egzamin
  3. mają na to czas
  4. bo to ich hobby i uczą się więcej niż uczelnia im każe

Oczywiście podpuszczam Was pierwszymi trzema odpowiedziami :). Przez całe dzieciństwo aż do liceum miałam problemy z angielskim. Nauczyłam się go dopiero mając 25 lat i tylko dlatego, że w końcu miałam motywację. Studiując dwa kierunki, nigdy też nie miałam wystarczająco czasu na naukę, a i tak dużo się nauczyłam.

Ale ja nie mam czasu!

Studia studiami, ale teraz trzeba pracować. Jak na to wszystko znaleść czas? Hej, ja też go nie mam! :) Weekendy wypadają z powodu nauki w związku z pracą, w ciągu tygodnia mam jeszcze inne zajęcia, potem jest ciemno i trzeba spać. I jeszcze nauka? Lili, pliiiiz.

(to było do mojego mózgu, a ha! tak właśnie zaraz pokażę Wam jak go oszukuję)

(jeśli nie rozmawiasz, że swoim mózgiem to nic nie szkodzi, ja czasem rozmawiam, ale jestem normalna, naprawdę)

Mózgu, mózgu, wiem, że Ci się nic nie chce.
– No właśnie, że mi się nie chce i teraz to już zupełnie nie mamy czasu, a jeszcze tego.. no hiszpańskiego Ci się zachciewa. 
– Ale Czas mówi, że ja nim mogę dysponować jak mi się podoba. I, że co robię ze swoim Czasem to moja sprawa, a on musi szybko już lecieć.
-A bo on to zawsze tak pędzi, a z Tobą dziewczyno to mnie już neurony opadają. Co to za czasy nastały! To rób co chcesz, tylko nie marnuj Czasu na uczenie się, odpocznij no trochę!

No to jak już wyjaśniliśmy sobię, że każdy z nas jest zajętym człowiekiem i Czas nie ma tu nic do gadania, pora na  …

Czary Mary.

Znacie te codzienne małe walki ze sobą?

Nauka czy prokrastynacja?
Przyjemność czy przyjemne z pożytecznym?
Filmik na youtubie czy podcast na BBC Spanish?
Poranna prasówka w Internetach po polsku czy 2 artykuły na the Economist (wpisz tu coś ambitnego)? 
Jechać do pracy godzinę ORAZ czytać fejsa w smartfonie czy powtarzać słówka w aplikacji mobilnej?
Grać w grę na kompie czy grać w tą grę po hiszpańsku?
Radio ESKA czy RTVE Nacional España?

W tych małych wyborach ukrywa Twój czas na naukę! :)

Gadając ze swoim mózgiem wymyśliłam CZAR. Taki:

Notatnik-poliglotki

Czar raz rzucony trwa 30 dni, a potem można go zmienić lub rzucić jeszcze raz :). Najlepiej na kogoś!

C jak CEL

Postanowiłam zaplanować co chcę zmienić i ulepszyć, a potem przez 30 dni to po prostu robić, a nie ględzić. Taa… łatwiej napisać niż zrobić. Samomotywować będę się tutaj (witaj blogu, mój nowy wyrzucie sumienia! :) )

1. Chcę uczyć się nowych słów – nawet biernie i pasywnie.
2. Chcę powtarzać te słowa.
3. Chcę skończyć 2 kursy internetowe hiszpańskiego, których abonament mi się kończy (a trochę on kosztował).
4. Chcę nadrobić zaległości w gramatyce.
5. Chcę poprawić rozumienie języka.

Z jak zmierz te cele

Tylko jak to zmierzyć ech… na początek jakakolwiek mierzalność jest dobra. Po tygodniu można najwyżej zweryfikować.
1. 50 nowych słów/wyrażeń dziennie.
2. 200 powtórek dziennie.
3. 1% każdego z kursów dziennie.
4. W tym miesiącu nabiorę biegłości w stosowaniu czasów przeszłych.
5. 40 minut dziennie słuchania hiszpańskiego radia

A jak agenda

Mam mierzalne cele, ale jak znaleść na to czas? Na pierwszy rzut oka to ze 4 godziny.
Postanowiłam zatem zoptymalizować swój plan dnia pod tym kątem.

  1. Nowych słów uczę się z programem komputerowym, zaraz po powrocie do domu. Ok. 30 minut.
  2. Powtórki generują się same poprzez ściągniętą aplikacje – mam je na telefonie. Powtarzam zatem w kolejce, jadąc do pracy, chodząc dokądś ulicą, czekając w kolejce w supermarkecie albo trochę przed snem.
  3. Okazało się, że wyliczony przeze mnie 1% to całkiem sporo, ale po tygodniu skończyłam już jeden z tych kursów! Aktualnie przerabianie tego drugiego, zajmuje mi teraz około 30-40 minut.
  4. Gramatyki uczę się w wolnych chwilach – bardziej mentalnie, albo podczytuję Internety w wolnym czasie. Jak? Powtarzam w myślach. Na początku trzeba to ogarnąć teoretycznie w książce lub Internetach, a potem przypominać sobie przy każdej okazji. Spędzając godzinę na fotelu u dentysty z otwartą paszczą próbowałam sobie przypomnieć konjugacje preterito indefinido i pokoniugować trochę czasowników w głowie. Słuchając radia, podsłuchuje jakiego czasu użyli i czy ja wiem jak ten czasownik odmienić i co to w ogóle znaczy. W skrócie, notorycznie, próbuję odpytywać się się z tego czy to znam. To takie założenie w każdym razie. Conajmniej raz w tygodniu jednak siedzę tylko nad ćwiczeniami z gramatyki dla utrwalenia.
  5. Pracując, słucham radia. Takiego gdzie coś mówią. RTVE Nacional to aktualnie moje ulubione, ale RTVE 3 też słucham. Ich audycje można ściągać w formacie mp3.

Ok, umówmy się, że te moje cele są całkiem abitne jak na początek, zwłaszcza, że pracuję 8 godzin dziennie, mam zajęte weekendy i często trzeba coś ugotować, uprać, iść do kina, porobić coś z lubym, usportowić się czy odpocząć.  Sami wiecie. 1 godzina pracy dziennie z hiszpańskim to tylko nauka z moich internetowych kursów. Do tego dochodzą jeszcze lekcje hiszpańskiego w poniedziałek , których nie wymieniłam. Ale, helloł – to przecież moje hobby, tak? Nikt mi nie każe, więc przecież chyba to lubię :).

Zainteresowania nie męczą. Zainteresowania inspirują.

R jak realizacja

Nie wierzę, że da się opanować hiszpański w 30 dni, ale podszkolić na pewno. Od 10 dni JAKOŚ SIĘ UDAJE! W niektóre dni jest to trudniejsze, ale staram się nieodpuszczać ani jednego dnia!

Jak sobie pomagam?

Nie mam planera. Standardowa lista to-do generuje mi się codziennie w aplikacji na telefonie. Habitica. Śmieszna apka. Do tego osiągam tam jakieś levele za realizacje nowych swoich list zadań i nagrody. Więcej recenzji polecam ten post u rudej, bo dobrze to opisuje.

Ustawiłam sobie 5 codziennych mierzalnych celów związanych z hiszpańskim, które codziennie staram się odhaczyć od rana do wieczora, a nie tylko po pracy! 

Jak idzie?

Odkryłam, że potrzebuję podręcznika do gramatyki (zakupiony już) oraz że nowy kurs hiszpańskiego w szkole językowej jest fajny, choć trudny. Codzienne paplanie Hiszpanów w RTVE całkiem mi odpowiada i czasem nawet czegoś ciekawego się dowiem. Powoli zbliża się kolejny tydzień z moim CZARem. I z pewnych rzeczy już jestem mniej zadowolona, ale to napiszę później :).
¡Hasta luego!

Please Login to comment
avatar
  Subscribe  
Powiadom o
google-site-verification=qwQVBgqg8p63KOd5L3FcDx2YsUcQnmVx58V6T6zEQh4