[#H7] Podsumowanie Tydzień 1 #WyzwaniePoliglotki

grama (1 of 1)

Udało się! Pierwszy tydzień wyzwania minął nie wiadomo kiedy. Krótkie podsumowanie – co zrobiłam w tym tygodniu, czego nie zrobiłam i co planuję na kolejny tydzień wyzwania oraz jakie są moje wrażenia po tygodniu z hiszpańskim! (Listę punktów wyzwania poliglotki oczywiście możecie znaleźć u Sandry z bloga Madame Polyglote dokładnie tutaj).

 

Zaskoczenia tygodnia

  1. To wyzwanie wciąga! Naprawdę! Wystarczy popatrzeć – nie dość, że znalazłam czas na naukę (dużo więcej czasu niż myślałam, że mam), to jeszcze nawet znalazłam czas na reaktywowanie bloga!!! Mimo, że istnieje on już długo, żyłam w przekonaniu, że jestem zbyt zajęta by jeszcze prowadzić jakiegoś tam bloga, a tu niespodzianka! Nie dość, że uczę się, to jeszcze piszę, a długość tych tekstów mnie samą przeraża!
  2. Mam zaskakująco dużo motywacji! Skąd? Czerpię z bloga i podcastów! Nigdy nie sądziłam, że zwykłe notowanie na blogu swoich przemyśleń i deklarowanie przed sobą (i to publicznie), że coś zrobię, ma aż taką moc!!! Bardzo pomaga mi to uporządkować myśli i zmotywować do pracy.
  3. Serio, aż tyle godzin z hiszpańskim w tym tygodniu? Nie miałam zamiaru aż tyle się uczyć w czasie tego wyzwania! A jednak! Boję się policzyć godziny spędzone z hiszpańskim! Było ich bardzo bardzo dużo!!! Nieoczekiwanie, nagle poczułam, że chcę wykorzystać to wyzwanie najlepiej jak mogę i zająć się tym językiem na serio, a nie tylko z doskoku. Że to właśnie ten czas by to zrobić! Ten nieoczekiwany zastrzyk motywacji do nauki ogromnie mnie zaskoczył u mnie samej!
  4. Naprawdę uczę się bez planu? Serio? Faktycznie tak jest! Codziennie rano w drodze do pracy, wymyślam jakie wyzwanie zrobię i czemu akurat to. Czasami po południu zmieniam zdanie. Niespodzianka? Tak! Zawsze wierzyłam w plany działania, ciągle robię jakieś listy „to-do”, a tutaj nic! A jednak, spontaniczność się udaje!
  5. Zaczęłam czytać książkę i rozumiem znacznie więcej niż gdy próbowałam ją czytać 3 tygodnie temu! (hej? Jak to się stało?) Mam przypuszczenia, ale czytaj dalej!

 

Co dokładnie robiłam w tym tygodniu?

 

#1 “Porządek w notatkach” . Ten blog ma „notatnik” w nazwie, ale ja naprawdę nie mam żadnych notatek! Serio, przeprowadzki zmieniają punkt widzenia. Nie lubię gromadzić „papierów”, bo to strasznie dużo waży jak przenosisz swoje graty do innego mieszkania. Do Kolonii przywiozłam z Gdańska tylko jeden notatnik z zapiskami o gramatyce hiszpańskiej. To moja pięta achillesowa. Bardzo chcę mieć zawartość tego notesu w głowie! Porządek w notatkach oznacza dla mnie porządkowanie mojej chaotycznej wiedzy o gramatyce w formie, którą jestem sobie w stanie przypomnieć (o tym planie pisałam wczoraj, ale temat na pewno powróci tutaj jeszcze – [#H6] Jak się uczyć gramatyki? (1)).

 

#2 Lista powodów . Tak! Udało się ją zrobić! Po hiszpańsku! To chyba pierwszy tekst, który napisałam po hiszpańsku od ponad 1,5 roku! Ostatnio pisałam cokolwiek, gdy zaczynałam się uczyć na poziomie A1! (Mój aktualny poziom to B1/B2). Odkryłam też fantastyczną stronę www.lang-8.com gdzie opublikowałam mój tekst i członkowie społeczności go poprawili! Listę moich powodów możesz przeczytać po hiszpańsku tutaj – [#H5] Experiencia de aprender Español, czyli że hiszpański może być łatwy, a może nie być takim).

 

#3 Blogi i kanały. Właściwie nie realizowałam tego wyzwania w żaden konkretny dzień – raczej przy okazji i gdzieś tam po drodze, gdy szukałam informacji o czymś, co mnie ciekawiło. Odkryłam kilka ciekawych blogów związanych z hiszpańskim, zwłaszcza dziewczyn, które też biorą udział w wyzwaniu (Hiszpańska salsa czy Dwie papugi). Kanał Madame Polyglote oczywiście już każdy zna. Odkryłam także wprost fantastyczną stronę www.profedele.com z ogromna ilością ciekawych materiałów. Jeśli znacie fajne strony, koniecznie linkujcie w komentarzach! Ponieważ na ogół czytam blogi tylko gdzieś przy okazji, w drodze, także uwielbiam tych autorów, którzy dodali do swojego bloga wtyczkę na bloglovin’ . Bez niej naprawdę trudno mi wchodzić na blogi i pamiętać o tym, że chcę kogoś czytać. Niestety nie wszyscy blogerzy wordpressowi to robią (czemuuuuuu?).

 

#4 Książka. Tę książkę ze zdjęcia znalazłam w księgarni 2 miesiące temu temu, czekając na pociąg. Opowiadania ¨Él griego que pintó Toledo¨ zostały wydane przez niemiecki Pons (B1-B2), ale cała książka jest po hiszpańsku. Zabierałam się do niech chyba z 5 razy! Miesiąc temu przeczytanie pierwszego opowiadania zajęło mi cały dzień pracy i tłumaczenia i sprawdzania! Tak strasznie się z tym męczyłam, że myśl o tym jak dużo nie rozumiem, naprawdę mnie przytłoczyła. Kiedy podjęłam zrezygnowana tę próbę zmierzenia się z  książką w tym tygodniu (po filmiku motywującym na kanale Madame Polyglote już drugiego dnia, dzięki Ci!) okazało się, że jest naprawdę dużo dużo lepiej! Wciąż są słowa, które sprawdzam (np. encierros – walki byków), albo dużo częściej zgaduję z kontekstu. Jak to się stało? Przecież to tylko tydzień wyzwania?! Przeczytałam już kilka opowiadań p i… jest nieoczekiwanie dobrze. Wow. Wciągają! Dotąd uważałam, że są one dla mnie DUŻO za trudne. Skąd ten progres? Obwiniam o to poniższy punkt.

 

#8 Słuchanie! Godziny słuchania! Całe godziny słuchania w pociągu, pracy, chodząc po ulicy! Wszystkiego! Wszędzie, od samego rana! Słuchanie to nie wyzwanie – w tym tygodniu to był element codzienności, ale o jakim znaczeniu! Mam wrażenie, że to właśnie ono jest odpowiedzialne za ten progres w nauce, który zaczęłam powoli odczuwać! Już od pierwszego dnia wyzwania, czułam, że to może być dla mnie właściwy kierunek. Postanowiłam inkorporować słuchanie w codzienne czynności, które muszę robić przy okazji (np. droga do pracy, zmywanie, gotowanie, chodzenie po ulicy, robienie zakupów, robienie w pracy rzeczy, które nie wymagają formułowania myśli – u mnie głównie tabelki w Excelu). Mnie samą to zaskakuje, ale przesłuchałam naprawdę dobrych kilkanaście godzin różnych audycji i podcastów tylko „przy okazji” robienia innych rzeczy!

Kiedy jestem zaspana albo nie szczególnie skupiona np. na zakupach, albo jak czekam na pociąg do pracy,  wtedy włączam jakąś audycję na temat nauki języków  (zwykle po angielsku – np. z kanału „I will teach you a language” albo „Actual Fluency Podcast”, czasem po hiszpańsku La casa roja). W czasie godzin popołudniowych, gdy mój mózg lepiej się koncentruje, ale muszę np. posprzątać albo coś ugotować, słucham też rzeczy po hiszpańsku albo robię powtórki audio z programu glossika (napiszę o nim oddzielny post wkrótce).

Dotąd nie postrzegałam słuchania, jako aż tak istotnego – ale to niesamowite, jak zwykły codzienny kontakt z językiem tak po prostu ze słuchawek z telefonu, może pomóc, jeśli nie mieszkasz w kraju, gdzie tego języka się używa! Bardzo polecam! Słuchanie rewolucjonizuje naukę! O podcastach i słuchaniu trochę pisałam drugiego dnia #H2 ).

 

#18. Gramatyka. W końcu zaczęłam pracować nad brakami z gramatyki! Patrz punkt #1. Najdziwniejsze – uświadomiłam sobie, że ja po prostu strasznie demonizuję ten problem. Od czerwca robiłam bardzo niewiele z hiszpańskim, głównie słownictwo, ale moja motywacja staczała się po równi pochyłej. Nie chodziłam już do szkoły językowej z powodu przeprowadzki do Niemiec i wakacji, ale nawet jeśli coś robiłam, czułam, że w ogóle nie posuwam się do przodu (a przecież wiem jak ten stan działa w teorii – patrz tekst o efekcie plateau). Mój progres językowy był w dużym dołku. Nie wiedziałam, jak sobie poradzić z tą gramatyką, a jednocześnie wiedziałam, że jeśli nie przejdę akurat tego etapu, po prostu nigdy nie zrobię żadnego postępu! Nigdy! A przecież, chce mówić w tym języku. Wzięłam więc byka za rogi i od piątku, wczoraj i dziś też, studiuję przykłady, porządkuję wiedzę, grupuję, wymyślam memy i skojarzenia, robię ćwiczenia I…. czuję się jak don Quijote, którego wiatraki znikają nagle we mgle, gdy do nich się zbliży! Serio!

Czemu ten problem urósł w mojej głowie aż do takich rozmiarów? Nie wiem! Jakoś na razie to idzie, i mam nawet trochę funu! Zaczęłam nawet po cichu marzyć, że może w tym miesiącu usiądę do tego demona – subjuntivo i może też się uda? Zobaczymy za 3 tygodnie!

 

#13 Film dokumentalny. Oszukiwałam. Obejrzałam go po angielsku dokument BBC o Meksyku (link w poście o Dniu Zmarłych – El dío de Muertos ). Drugi zaczęłam, ale przy słowie putrefacción odpuściłam (to słowo oznacza szczególny system uprawiania ziemi u starożytnych Majów czy Inków, który przetrwał jakimś cudem do dziś…mhm…). Nie wiem – filmy dokumentalne chyba mnie trochę nudzą. Jeśli znacie jakieś fajne, proszę podrzućcie tytuł w komentarzu lub na fejsbóku. Naprawdę brak mi tutaj inspiracji.

 

#25 Kultowy film. Nie wiem czy kultowy, ale zdobył złote palmy w Cannes w 2015. „Paulina”, argentyńsko-paragwajska produkcja. Wczoraj byłam na nim w kinie (Kino Filmpalette ma aktualnie festiwal Köln KinoLatino, to cykliczna coroczna impreza). Wybrałam ten, ponieważ miał najlepsze recenzje ze wszystkich. Wprawdzie zastanawiałam się czyby nie kupić karnetu na 3 filmy, ale nie kupiłam, głównie z obawy że moje reakcje będą takie jak po kwietniowym Tygodniu Kina Hiszpańskiego. Wtedy praktycznie żaden z 5 filmów, który widziałam mnie nie powalił. Każdy był albo średni, albo po prostu zły (pisałam o tym tutaj). Myślę, że w tym miesiącu namówię jeszcze ukochanego na wieczór przy Almodovarze (lubię), a jeśli ktoś z Was ma ochotę obejrzeć naprawdę dobry hiszpański film i nie widział jeszcze „Dzikich historii” (Relatos Salvajes), to jest to zdecydowanie TEN film do obejrzenia, a Oskar jest zdecydowanie zasłużony.

 

6# Przepis. Zrobiłam churro!!! Mhm… tzn. kupiłam i usmażyłam. Nie wiedziałam wprawdzie, że to je się z czekoladą i ta wiadomość od jednej z czytelniczek moich nowych trochę mnie zmartwiła. A tak się cieszyłam, że znalazłam w kuchni hiszpańskiej COKOLWIEK co jest wegańskie i co mogłabym zjeść. I to miało być churro właśnie! A tak –  kubeł zimnej wody na głowę. Churro z (na pewno mleczną ) czekoladą na bank nie jest wege (a może jest, albo może być?). Nie wiem.

 

Na razie nie skreślam jeszcze tego punktu. Może coś znajdę. Coś innego niż guacamole, które przecież robię bez przepisu (bez przepisu ten punkt wyzwania jakby się nie liczy bo chodzi też o słownictwo).  Aktualnie jestem na etapie inspirowania się i zasubskrybowałam chyba z 10 nowych hiszpańskojęzycznych blogów na temat wegańskiej kuchni na bloglovin’. Może ktoś coś ciekawego wrzuci. Coś co mnie zainspiruje do gotowania w tym miesiącu. Może jakaś wegańska tortilla albo coś.

 

churros (3 of 3)

 

Co będę robić w tygodniu 2?

Ha! Nie wiem, bo uczę się bez planu! Tak samo jak nie planuję wpisów na ten blog, tak i nauka to czysty spontan.

 

  1. Na pewno pójdę na spotkanie językowe! To już w środę! Stres? Tak! Przesłuchałam jednak już z co najmniej 3 godziny podcastów na temat przełamywania swojej nieśmiałości w nauce języka obcego – specjalnie dla „introwertyków uczących się języków obcych” (introvert language learners). Wiedza teoretyczna jest obecna. Strategie działania muszę jeszcze jakieś wymyślić. Może jakiś small talk w głowie wcześniej, a może po prostu kölsch (piwo) na rozgrzewkę. Zobaczę. Grunt to zrobić ten jeden krok przed siebie.
  2. Gramatyka & gramatyka. Głownie robienie ćwiczeń utrwalających wszystkie poznane czasy (indicativo). Sporo już zrobiłam, ale chce mieć to w małym palcu gdy piszę i mówię, czyli muszę to po prostu ćwiczyć.
  3. Słuchanie + słuchanie i jeszcze więcej słuchania – czyli to co już i tak robię.
  4. Pewnie jakieś punkty z wyzwania zrobię.

 

Nie ma co za dużo wymyślać. W przyszłym tygodniu będę pewnie mieć nieco mniej czasu, bo w końcu ktoś mnie odwiedza w tej Kolonii. A że naprawdę nikt z Polski nie chce mnie tutaj odwiedzać, to oczywiście nadzwyczajniej się cieszę, gdy ktoś jednak tu dotrze, toteż będę się socjalizować. Plan nauki na te dni też będzie, choć w wersji minimum.

 

To tyle podsumowań!

Podsumowanie w 3 zdaniach

 

Kończę ten tydzień z ogromną dawką inspiracji oraz fantastyczną konstatacją –  mogę (chciałoby się powiedzieć Yes, I can). Wychodzę z językowo demotywującego dołka i to jest świetne. Jednocześnie wiem, że ten ogrom motywacji i pozytywnej energii nie może trwać wiecznie – nie można mieć 100% motywacji przez całe życie. Jednak mam nadzieję, że przynajmniej będę na tyle zmotywowana, by za 3 tygodnie napisać tutaj podsumowanie na koniec listopada z wyzwaniem poliglotki i że będę miała coś pozytywnego do napisania!

 

Trzymaj kciuki, by tak było!

 

Mam nadzieję, że jeśli czytasz ten post i potrzebujesz motywacji, to trochę Cię z motywowałam! Pamiętaj:

 

Połowy dokonał kto zaczął!

Trzymam kciuki za Twoje językowe i naukowe cele!

 

Please Login to comment
avatar
  Subscribe  
Powiadom o
google-site-verification=qwQVBgqg8p63KOd5L3FcDx2YsUcQnmVx58V6T6zEQh4